top of page

ROZMOWY O PRZEBUDZENIU #4 WSTYD - kiedy najbardziej chcemy zniknąć

2 wrz
4 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 21 wrz


Są emocje, które popychają nas do działania.

Złość potrafi kazać nam walczyć.

Lęk - uciekać.

Żal zatrzymuje nas przy tym, co utraciliśmy.


A wstyd?

Wstyd bardzo często chce, żebyśmy zniknęli.

Żeby nikt nie patrzył.

Nikt nie wiedział.

Nikt nie zobaczył tej części nas, którą właśnie uznaliśmy za niewłaściwą, słabą, niegodną, śmieszną, kompromitującą.

Chcemy się schować.

Odwrócić wzrok.

Nie odbierać telefonu.

Nie spotykać ludzi.

Nie mówić o tym, co się wydarzyło.

Czasami nawet tym, którzy są nam najbliżsi.


Bo wstyd ma niezwykłą moc.

Potrafi sprawić, że przestajemy patrzeć na siebie własnymi oczami…

i zaczynamy patrzeć na siebie oczami innych ludzi.

Co oni o mnie pomyślą?

Co powiedzą?

Jak będą teraz na mnie patrzeć?

Co będzie, jeśli się dowiedzą?

I nagle opinia innych zaczyna być ważniejsza niż to, co naprawdę wydarzyło się w nas.


Wstyd może pojawić się bardzo wcześnie.

Mała dziewczynka wychodzi przed klasę.

Myli się.

Ktoś zaczyna się śmiać.

Po chwili śmieje się kilka osób.

Dla innych dzieci za pięć minut ta sytuacja może już nie istnieć.

Ale ona może zapamiętać coś zupełnie innego.

Nie samą pomyłkę.

Uczucie.

To gorąco.

Napięcie.

Spojrzenia.

Pragnienie, żeby jak najszybciej usiąść.

Żeby przestali patrzeć.

Żeby zniknąć.

I być może właśnie wtedy gdzieś bardzo głęboko pojawia się:

„Nie pokazuj się.”

„Nie wychylaj się.”

„Kiedy jesteś widoczna, możesz zostać ośmieszona.”


Mijają lata.

Tamtej klasy już dawno nie ma.

Tamte dzieci mają własne życie.

Ona sama może nawet nie pamiętać tego wydarzenia.

Ale później trzeba zabrać głos na spotkaniu.

Pokazać swój pomysł.

Powiedzieć publicznie, co naprawdę myśli.

Stanąć przed kamerą.

Zrobić coś inaczej niż inni.

Pokazać siebie.

I nagle pojawia się:

„Nie.”

„Lepiej nie.”

„Co ludzie powiedzą?”

I czasami nawet nie wiemy, dlaczego opinia ludzi, których właściwie nie znamy, ma nad nami aż taką władzę.


Ale wstyd może mieć tysiące twarzy.

Możemy wstydzić się swojego ciała.

Swojej rodziny.

Pochodzenia.

Braku pieniędzy.

Albo tego, że mamy ich dużo.

Możemy wstydzić się porażki.

Rozwodu.

Zdrady.

Błędu.

Tego, że daliśmy się oszukać.

Że komuś zaufaliśmy.

Że podjęliśmy decyzję, której później żałowaliśmy.

Możemy wstydzić się własnej wrażliwości.

Łez.

Potrzeby bliskości.

Tego, że czegoś nie wiemy.

Że sobie z czymś nie radzimy.

Że potrzebujemy pomocy.

Czasami wstydzimy się nawet własnych pragnień.

Tego, czego naprawdę chcemy od życia.

Bo kiedyś ktoś powiedział nam, że „nie wypada”.

Że jesteśmy zbyt głośni.

Zbyt ambitni.

Zbyt emocjonalni.

Zbyt inni.

I powoli uczymy się ukrywać kolejne części siebie.


Wstyd ma jeszcze jedną niezwykle ważną cechę.

Potrafi sprawić, że izolujemy się dokładnie wtedy, kiedy najbardziej potrzebujemy drugiego człowieka.

Coś się wydarza.

Bardzo to przeżywamy.

Potrzebujemy rozmowy.

Wsparcia.

Czyjejś perspektywy.

Czasami konkretnej pomocy.

A jednak milczymy.

Bo żeby poprosić o pomoc, musielibyśmy powiedzieć:

„To mi się wydarzyło.”

Musielibyśmy pozwolić komuś zobaczyć tę część nas, którą właśnie próbujemy ukryć.

I wtedy może pojawić się:

„Nie mogę nikomu powiedzieć.”

„Co pomyśli moja rodzina?”

„Co powiedzą znajomi?”

„Jak ja się pokażę w pracy?”

„Jak spojrzę im w oczy?”

I człowiek zostaje sam.

Nie dlatego, że wokół nie ma ludzi.

Tylko dlatego, że wstyd zbudował pomiędzy nim a światem ścianę.


A kiedy jesteśmy bardzo głęboko w tej emocji, zaczynamy również z tego miejsca podejmować decyzje.

Możemy zrezygnować z czegoś ważnego.

Wycofać się z relacji.

Nie postawić granicy.

Nie powiedzieć prawdy.

Nie zgłosić naruszenia.

Nie poprosić o pomoc.

Pozwolić komuś przekroczyć nasze granice jeszcze raz, bo bardziej boimy się ujawnienia tego, co się wydarzyło, niż kolejnego przekroczenia.

Możemy próbować ukryć sytuację, zamiast ją rozwiązać.


Bo wstyd zawęża perspektywę.

Sprawia, że zamiast pytać:

„Co mogę teraz zrobić?”

pytamy:

„Co oni o mnie pomyślą?”

I to jest ogromna różnica.


A przecież wydarzenie pozostaje wydarzeniem.

Błąd pozostaje błędem.

Porażka - porażką.

Czyjaś opinia — czyjąś opinią.

Czyjeś przekroczenie naszych granic — jego odpowiedzialnością za własne zachowanie.

I dopiero kiedy zaczynamy wychodzić z głębokiego wstydu, możemy zobaczyć sytuację szerzej.


Tak. To się wydarzyło.


Może zrobiłam coś, czego dzisiaj nie zrobiłabym ponownie.

Może zaufałam niewłaściwej osobie.

Może popełniłam błąd.

Może zachowałam się w sposób, z którego nie jestem dumna.

Może ktoś przekroczył moje granice.

Może ktoś mnie ocenił.

Może inni ludzie wiedzą o czymś, co chciałam zachować tylko dla siebie.

Ale żadne z tych wydarzeń nie jest całą mną.

I nie musi decydować o tym, kim będę jutro.


To właśnie dlatego w głębokiej transformacji tak ważne jest docieranie do tych miejsc, które przez lata pozostawały ukryte.

Bo wstyd również potrafi być przykryty.

Złością.

Perfekcjonizmem.

Kontrolą.

Potrzebą udowadniania swojej wartości.

Wycofaniem.

Nadmierną samodzielnością.

Potrzebą bycia zawsze silną.


Czasami człowiek przez całe życie buduje ogromną konstrukcję tylko po to, żeby świat nigdy więcej nie zobaczył miejsca, które kiedyś zostało zawstydzone.

I właśnie dlatego podczas „Drogi Głębokiej Transformacji” — warsztatu 5H schodzimy warstwa po warstwie.

Coraz głębiej.

Bo pod tym, co widoczne dzisiaj, może znajdować się historia sprzed wielu lat.

A pod historią - emocja.

Pod emocją - zapis.

I dopiero kiedy docieramy do tych miejsc, zaczynamy rozumieć, jak długo mogły wpływać na nasze reakcje, decyzje, relacje i sposób postrzegania siebie.


A później przychodzi moment, w którym wydarza się coś, co kiedyś uruchomiłoby ogromny wstyd.

Ktoś nas krytykuje.

Ktoś próbuje nas zawstydzić.

Ktoś ocenia naszą decyzję.


Ktoś mówi:

„A co ludzie powiedzą?”

I nagle odkrywamy, że to pytanie…

już nie ma nad nami tej samej mocy.

Możemy zobaczyć siebie własnymi oczami.

Możemy wziąć odpowiedzialność za to, co rzeczywiście było nasze.

Postawić granicę tam, gdzie odpowiedzialność należy do kogoś innego.

Poprosić o pomoc.

Powiedzieć prawdę.

Pozostać przy sobie.


I zamiast chować się przed światem, możemy powiedzieć:

„Tak. To jest część mojej historii. Ale to nie jest definicja mnie.”

Być może właśnie tutaj zaczyna się jedna z najgłębszych form wolności.

Kiedy nie musimy już budować swojego życia wokół pytania:

„Co pomyślą inni?”


Kiedy możemy coraz częściej zapytać:

„A co JA naprawdę o tym czuję?”

„Co jest moje?”

„Co nie jest moje?”

„Jak chcę na to odpowiedzieć?”

I kiedy odzyskujemy prawo do bycia człowiekiem.

Do doświadczeń.

Do błędów.

Do uczenia się.

Do zmiany.

Do własnej historii.

Do własnych granic.

Do własnego głosu.

Do bycia widoczną.

Bez potrzeby ciągłego sprawdzania, czy świat wyraził już na to zgodę.

Bo kiedy przestajemy patrzeć na siebie wyłącznie oczami innych…

zaczynamy naprawdę wracać do siebie. 

🤍


Może dzisiaj warto zadać sobie tylko jedno pytanie: czy jest coś, co nadal oglądam przede wszystkim oczami innych ludzi? I jak zobaczyłabym tę samą historię, gdybym spojrzała na nią własnymi oczami?

🤍

Aneta Kaczorowska

Alchemia Przebudzenia | Alchemy of Awakening


Przestrzeń Głębokiej Transformacji


„Tworzę przestrzeń, w której człowiek wraca do swojej prawdy.”


——————-



Komentarze


bottom of page